Tradycja święcenia bukietów z ziół w święto Matki Boskiej Zielnej

Bukiecik z kłosów zbóż, ziół, kwiatów, owoców przynoszony do kościoła w celu poświęcenia dnia 15 sierpnia. Jaką historię ma ten zwyczaj? I dlaczego święto Wniebowzięcia Matki Boskiej znamy jako święto Matki Boskiej Zielnej? W sierpniu każdy kwiat woła – zanieś mnie do kościoła Święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny obchodzone jest od 1950 r. kiedy to papież Pius XII ogłosił dogmat  wiary katolickiej, który mówi że Matka Jezusa Chrystusa, Maryja wraz z ciałem została wzięta do nieba. Jednak kult wniebowzięcia Maryi datuje się już na V wiek n.e. Święto to nazywane jest także świętem Matki Boskiej Zielnej. Najprawdopodobniej wzięło się to z legendy głoszącej, że po otwarciu grobu Maryi nie było w nim jej ciała, a jedynie kwiaty. Już od X wieku istnieje zwyczaj  święcenia ziół, owoców, zbóż i innych roślin, których o tej porze roku jest największa obfitość. Ludzie czuli sytość, wiedzieli, że dzięki plonom przetrwają kolejny rok, chcieli wyrazić swoją wdzięczność i radość. Do dzisiaj

Herbaty fermentowane



Pisałam o herbacie z wierzbówki kiprzycy, którą robiłam rok temu, ale gdy wspominam o innych herbatach, to często słyszę pytanie: Jak?


Odpowiem więc: Dokładnie tak samo!



Zbieramy surowiec, który musi przejść przez kilka etapów, czyli:
- więdnięcie
- skręcanie
- fermentacja, a raczej utlenianie
- suszenie

W skrócie przypomnę: lekko przywiędnięty surowiec liście (np. liście) rolujemy w dłoniach na kształt cygara, mielimy przez maszynkę, wałkujemy wałkiem - cokolwiek, co pozwoli na ich zmiażdżenie. Właśnie zmiażdżenie, a nie porozrywanie. 

Potem następuje utlenianie, tak już popularnie nazywane fermentacją, że też używam tego określenia, chociaż to wcale nie jest to samo. W każdym razie można to robić na różne sposoby:
- zgnieciony surowiec włożyć do słoika, zakręcić -  i do piekarnika, gdzie będzie sobie leżał w temp. ok 40 stopni
- do worka foliowego i na słońce
- pod wilgotnym ręcznikiem i w cieple

Sposoby są różne (ja stosuję ten pierwszy, bo najłatwiej, chociaż najkosztowniej, gdy przychodzi rachunek za gaz :) ) Może będą upały w tym roku i spróbuje na słońcu - w zeszłym roku nie bardzo mi się to udało. 

Gdy otworzymy nasz słoik - surowiec zmieni wygląd na buro - brązowy i będzie obłędnie pachniał! Zawsze! Ale jest wilgotny, więc aby nie zapleśniał - trzeba wysuszyć. Można też w piekarniku, można w każdy inny dowolny sposób.

Potem herbata przesypana do słoików leżakuje, nawet długo - i nabiera mocy, czyli smaku. Tak - smak zmienia się i herbata, którą robiłam miesiąc temu już inaczej smakuje teraz, a jeszcze inaczej za pół roku.

Oczywiście nigdy nie wytrzymuję tak długo i zaczynam pić już nawet taką świeżą - bo przecież trzeba spróbować! Jak tu się oprzeć pokusie!


Z czego można robić herbaty?


Prawie ze wszystkiego. Ja robię z liści malin, porzeczki czarnej, wierzbówki (obowiązkowo), jabłoni, śliwy, poziomek, różnych ziół, także z kwiatów - np. lilaka.  

Surowca potrzeba sporo, bo po fermentacji i wysuszeniu robi bardzo malutko... A chciałoby się jeszcze... 

W tym roku robiłam po raz pierwszy z pąków jabłoni. Miała pachnieć jabłkami, ale chyba za mocno przysuszyłam i jest w smaku gorzkawa - po prostu jak herbata. Można ją pić, nie jest zła.


Takie herbaty można wykorzystać jaką bazę do innych - czyli różnych mieszanek. Można dodać zioła niefermentowane, soki, miód, co kto lubi w herbacie.

Czy są zdrowe? No pewnie! Chociaż podczas opisanych etapów tracą część swoich właściwości, leczniczo lepiej pić napar. 

W każdym razie - polecam. To sama przyjemność - pochodzić poszukać, nazbierać i przyrządzić. A już nie wspomnę o piciu własnej herbaty w długie zimowe wieczory. I przyjaciół można poczęstować, a ich miny - bezcenne!

Co robię teraz? Na razie nie herbatę, tylko różne cuda z kwiatów czarnego bzu! O tym oczywiście też napiszę! :)