Zdrowie z pól, łąk i lasów - dziurawiec zwyczajny, a jednak nadzwyczajny

Ziele św. Jana, świętojańskie ziele – bo zakwita ok. 24 czerwca. A że w tym roku wszystko jest opóźnione  dziurawiec – bo o nim mowa – dopiero teraz nadrabia kwitnienie. Jakie znamy inne nazwy dziurawca? Jest ich sporo. Krewka, krew Matki Bożej, krew Pana Jezusa, krzyżowe ziele, dzwoneczki, dzwoniec, dzwonek, dzwonek czerwony, dzwonki Panny Maryi,  boża krewka, przestrzelon i jeszcze wiele innych. Jak można zauważyć, sporo nazw odnosi się do koloru… czerwonego. Dlaczego, skoro kwiaty dziurawca są żółte?  Gdy rozetrzemy kwiaty w palcach, wydzielają sok koloru krwistoczerwonego. 

Herbaty fermentowane



Pisałam o herbacie z wierzbówki kiprzycy, którą robiłam rok temu, ale gdy wspominam o innych herbatach, to często słyszę pytanie: Jak?


Odpowiem więc: Dokładnie tak samo!



Zbieramy surowiec, który musi przejść przez kilka etapów, czyli:
- więdnięcie
- skręcanie
- fermentacja, a raczej utlenianie
- suszenie

W skrócie przypomnę: lekko przywiędnięty surowiec liście (np. liście) rolujemy w dłoniach na kształt cygara, mielimy przez maszynkę, wałkujemy wałkiem - cokolwiek, co pozwoli na ich zmiażdżenie. Właśnie zmiażdżenie, a nie porozrywanie. 

Potem następuje utlenianie, tak już popularnie nazywane fermentacją, że też używam tego określenia, chociaż to wcale nie jest to samo. W każdym razie można to robić na różne sposoby:
- zgnieciony surowiec włożyć do słoika, zakręcić -  i do piekarnika, gdzie będzie sobie leżał w temp. ok 40 stopni
- do worka foliowego i na słońce
- pod wilgotnym ręcznikiem i w cieple

Sposoby są różne (ja stosuję ten pierwszy, bo najłatwiej, chociaż najkosztowniej, gdy przychodzi rachunek za gaz :) ) Może będą upały w tym roku i spróbuje na słońcu - w zeszłym roku nie bardzo mi się to udało. 

Gdy otworzymy nasz słoik - surowiec zmieni wygląd na buro - brązowy i będzie obłędnie pachniał! Zawsze! Ale jest wilgotny, więc aby nie zapleśniał - trzeba wysuszyć. Można też w piekarniku, można w każdy inny dowolny sposób.

Potem herbata przesypana do słoików leżakuje, nawet długo - i nabiera mocy, czyli smaku. Tak - smak zmienia się i herbata, którą robiłam miesiąc temu już inaczej smakuje teraz, a jeszcze inaczej za pół roku.

Oczywiście nigdy nie wytrzymuję tak długo i zaczynam pić już nawet taką świeżą - bo przecież trzeba spróbować! Jak tu się oprzeć pokusie!


Z czego można robić herbaty?


Prawie ze wszystkiego. Ja robię z liści malin, porzeczki czarnej, wierzbówki (obowiązkowo), jabłoni, śliwy, poziomek, różnych ziół, także z kwiatów - np. lilaka.  

Surowca potrzeba sporo, bo po fermentacji i wysuszeniu robi bardzo malutko... A chciałoby się jeszcze... 

W tym roku robiłam po raz pierwszy z pąków jabłoni. Miała pachnieć jabłkami, ale chyba za mocno przysuszyłam i jest w smaku gorzkawa - po prostu jak herbata. Można ją pić, nie jest zła.


Takie herbaty można wykorzystać jaką bazę do innych - czyli różnych mieszanek. Można dodać zioła niefermentowane, soki, miód, co kto lubi w herbacie.

Czy są zdrowe? No pewnie! Chociaż podczas opisanych etapów tracą część swoich właściwości, leczniczo lepiej pić napar. 

W każdym razie - polecam. To sama przyjemność - pochodzić poszukać, nazbierać i przyrządzić. A już nie wspomnę o piciu własnej herbaty w długie zimowe wieczory. I przyjaciół można poczęstować, a ich miny - bezcenne!

Co robię teraz? Na razie nie herbatę, tylko różne cuda z kwiatów czarnego bzu! O tym oczywiście też napiszę! :)