Walka z cellulitem – trochę w domu, trochę w gabinecie

Jedną z kluczowych informacji, jaka przewija się w kontekście cellulitu, jest ta dotycząca „nieuleczalności” wspomnianego defektu skórnego. Chodzi po prostu o to, że tzw. skórki pomarańczowej nie da się usunąć całkowicie, raz na zawsze. I to bez względu na zastosowane metody. Dlatego też przy omawianiu walki z cellulitem zdecydowanie bezpieczniej (i przede wszystkim uczciwiej) jest sprowadzać podejmowane działania do redukcji tej niedoskonałości. Bo to akurat w wielu przypadkach okazuje się jak najbardziej możliwe. Połączenie wszystkich dostępnych środków – pielęgnacji domowej, zdrowej diety, aktywności fizycznej i profesjonalnej terapii antycellulitowej – pozwala osiągnąć widoczne i zadowalające efekty.

Herbaty fermentowane



Pisałam o herbacie z wierzbówki kiprzycy, którą robiłam rok temu, ale gdy wspominam o innych herbatach, to często słyszę pytanie: Jak?


Odpowiem więc: Dokładnie tak samo!



Zbieramy surowiec, który musi przejść przez kilka etapów, czyli:
- więdnięcie
- skręcanie
- fermentacja, a raczej utlenianie
- suszenie

W skrócie przypomnę: lekko przywiędnięty surowiec liście (np. liście) rolujemy w dłoniach na kształt cygara, mielimy przez maszynkę, wałkujemy wałkiem - cokolwiek, co pozwoli na ich zmiażdżenie. Właśnie zmiażdżenie, a nie porozrywanie. 

Potem następuje utlenianie, tak już popularnie nazywane fermentacją, że też używam tego określenia, chociaż to wcale nie jest to samo. W każdym razie można to robić na różne sposoby:
- zgnieciony surowiec włożyć do słoika, zakręcić -  i do piekarnika, gdzie będzie sobie leżał w temp. ok 40 stopni
- do worka foliowego i na słońce
- pod wilgotnym ręcznikiem i w cieple

Sposoby są różne (ja stosuję ten pierwszy, bo najłatwiej, chociaż najkosztowniej, gdy przychodzi rachunek za gaz :) ) Może będą upały w tym roku i spróbuje na słońcu - w zeszłym roku nie bardzo mi się to udało. 

Gdy otworzymy nasz słoik - surowiec zmieni wygląd na buro - brązowy i będzie obłędnie pachniał! Zawsze! Ale jest wilgotny, więc aby nie zapleśniał - trzeba wysuszyć. Można też w piekarniku, można w każdy inny dowolny sposób.

Potem herbata przesypana do słoików leżakuje, nawet długo - i nabiera mocy, czyli smaku. Tak - smak zmienia się i herbata, którą robiłam miesiąc temu już inaczej smakuje teraz, a jeszcze inaczej za pół roku.

Oczywiście nigdy nie wytrzymuję tak długo i zaczynam pić już nawet taką świeżą - bo przecież trzeba spróbować! Jak tu się oprzeć pokusie!


Z czego można robić herbaty?


Prawie ze wszystkiego. Ja robię z liści malin, porzeczki czarnej, wierzbówki (obowiązkowo), jabłoni, śliwy, poziomek, różnych ziół, także z kwiatów - np. lilaka.  

Surowca potrzeba sporo, bo po fermentacji i wysuszeniu robi bardzo malutko... A chciałoby się jeszcze... 

W tym roku robiłam po raz pierwszy z pąków jabłoni. Miała pachnieć jabłkami, ale chyba za mocno przysuszyłam i jest w smaku gorzkawa - po prostu jak herbata. Można ją pić, nie jest zła.


Takie herbaty można wykorzystać jaką bazę do innych - czyli różnych mieszanek. Można dodać zioła niefermentowane, soki, miód, co kto lubi w herbacie.

Czy są zdrowe? No pewnie! Chociaż podczas opisanych etapów tracą część swoich właściwości, leczniczo lepiej pić napar. 

W każdym razie - polecam. To sama przyjemność - pochodzić poszukać, nazbierać i przyrządzić. A już nie wspomnę o piciu własnej herbaty w długie zimowe wieczory. I przyjaciół można poczęstować, a ich miny - bezcenne!

Co robię teraz? Na razie nie herbatę, tylko różne cuda z kwiatów czarnego bzu! O tym oczywiście też napiszę! :)