Zrobię to jutro

by - 21:03


To nie będzie artykuł o tym „jak się wziąć za siebie“ ani nawet o tych wielkich wspaniałych możliwościach, które się przed tobą otwierają, gdy tylko chcesz i zrobisz ten przysłowiowy pierwszy krok, nie wspominając już o rzucaniu się głową w przepaść. To będzie o tym, że jak się nie chce tak bardzo, jak mogłoby się chcieć, ale nadal się nie chce - to można zrobić tylko jedno.


Każdy to zna: jutro.


Teraz jestem zmęczona. Nie chce mi się. To może poczekać do jutra. I nie ma znaczenia czy jest to nauka do ważnego egzaminu, czy wysłanie obiecanego sms-a. Jutro, jutro, jutro... A jutro - będzie futro. I nie dlatego, że nagle spadnie śnieg i zacznie się „prawdziwa“ zima. Tylko dlatego, że jutro - znów powiemy: Dobrze, ale „jutro“.
A może nie jutro, może „kiedyś tam“. Ale nie teraz. Nie w tej chwili. Nie w tym momencie. Teraz jem - jak zjem. Teraz śpię - jak się wyśpię. Teraz czytam - jak doczytam. Jak skończy się film. Jak skończę prasować. Jak przeczytam cały Facebook.


I tak to się toczy. Narasta liczba nierobionych rzeczy i wyrzuty sumienia. A co za tym idzie - obniża się poczucie wartości. Bo skoro nie mogę zabrać się za kilka prostych rzeczy - pewnie jestem w ogóle do niczego.

Mam na to sposób.


Bardzo prosty. Ale tak naprawdę - ta jego prostota to najtrudniejsza część. Już mówię, o co chodzi.

Wyobraź sobie mnie. Wracam z pracy, zasiadam przed komputerem (nie tak od razu, ale w końcu prędzej czy później - zasiadam). Przed nosem mam kartkę z rzeczami do zrobienia koniecznie na już. Rzucam na nią okiem. Czytam. Przyjmuję do wiadomości. Myślę: „Dobrze, zrobię jutro.“ I tak wg tego scenariusza mija kilka dni. Aż w końcu przychodzi taki moment, że w mojej głowie pojawia się druga myśl. Dwie myśli w ciągu jednej godziny - to trochę dużo, ale pojawia się.  „Dlaczego nie teraz? Będę mieć z głowy!“

I... zaczynam robić któryś punkt z notatki.

I to jest właśnie to. 


Choćby nie wiem jak mi się nie chciało, gdy już się przemogę i zacznę - to już zrobię, no bo przecież w połowie nie przerwę (np. pisania sms-a). I to jest właśnie ta łatwa część. Samo wykonanie. Bo najtrudniejsze jest zabranie się za coś. To przełamanie się wymaga wręcz heroicznej siły woli. Przekroczenia Rubikonu. Samozaparcia godnego mitycznych herosów. Wysiłku przy którym prace Herkulesa to mały pikuś.

Za to potem - euforia! Satysfakcja i duma! A przy okazji zostało zrobione to, co zrobione miało zostać wczoraj, przedwczoraj lub tydzień temu. Czyli jeśli masz listę rzeczy, które koniecznie muszą być zrobione do Świąt - bo ja mam! - to bierzemy się do roboty.

A jak wygląda Twoja lista tych rzeczy, które miałaś zrobić w tym roku? Nawet nie ruszona? Wiesz, że masz jeszcze bardzo dużo czasu do końca bieżącego roku? Naprawdę!

Chciałaś zacząć malować - kupiłaś choć jeden pędzel?
Chciałaś napisać książkę - wymyśliłaś chociaż tytuł?
Chciałaś nauczyć się języka obcego - znasz już chociaż jedno słowo?
............................................................................ (dopisz sama)

A to właśnie od takich małych kroków zaczyna się... wszystko. 


Ja mam zamiar zacząć pewne rzeczy jeszcze teraz. Nawet jeszcze przed Świętami. I w nowy rok wejdę z poczuciem, że jednak coś zrealizowałam ze swoich planów, że zrobiłam dobry początek, a więc teraz będzie już z górki.

I nic na siłę.


Więcej chęci, zapału, motywacji ma człowiek zdrowy i wypoczęty. Jeśli więc uda się nam wszystkim wypocząć podczas wolnych dni - to na pewno w początek roku wejdziemy silniejsi i zdziałamy dużo więcej!

ZOBACZ TAKŻE:

0 komentarze

KSIĄŻKI DLA OPIEKUNA MEDYCZNEGO

FOLLOW ME INSTAGRAM