Książka listopada: Ben MacFarlane - Wakacyjny dyżur

by - 22:56



Co prawda sezon wakacyjny dawno już za nami. Mam nadzieję, że wszyscy wrócili cali i zdrowi. Po świecie jednak jeździmy bądź latamy cały rok, czy to w interesach czy dla przyjemności. A wypadki, niestety, chodzą po ludziach. I co wtedy, gdy dopadnie choroba lub stanie się coś nieprzewidzianego i groźnego, a człowiek znajduje się daleko od domu, w innym państwie?

Na szczęście są osoby takie jak główny bohater omawianej przeze mnie książki, które zajmują się repatriacją medyczną, czyli transportem medycznym. Ktoś powie - super praca! Podróże, zwiedzanie... To prawda, ale nie tylko do tego sprowadza się działalność latającego lekarza. W takiej podróży może się wydarzyć wszystko - dobre i złe. Nie da się przewidzieć, jak zachowa się pacjent, jak zareaguje jego organizm na przelot samolotem, czy nie nastąpi nagłe pogorszenie jego stanu zdrowia lub czy po prostu nie spanikuje.

O tym, że pacjent ma zostać przetransportowany do kraju zamieszkania decyduje - po analizie kosztów - firma ubezpieczeniowa. Wówczas dr Ben rzuca wszystko i wszystkich, i wyrusza w daleką nieraz podróż, aby pomóc zupełnie obcemu człowiekowi.

Opis wydawcy:

Kto weźmie was w opiekę, gdy przydarzy wam się wypadek na wakacjach?Starsza pani, która pomyliła ecstasy z aspiryną,. Nastolatek, który spadł z balkonu, podglądając barmanki w ich sypialni. Modelka z komplikacjami po operacji piersi w Brazylii. Lista jest długa...Oto Dr Ben MacFarlane.  Jego zadanie - przewieźć do ojczystego kraju ludzi unieruchomionych za granicą. Kim są jego pacjenci? Ofiary wakacyjnych wypadków, wstydliwych incydentów podczas służbowych delegacji oraz wszelkich zdarzeń w trakcie wyjazdu, kiedy coś poszło nie tak.To JEGO historia. Szalony rok z życia latającego brytyjskiego doktora. Dramatyczna, czasem groteskowo zabawna medycyna nagłych wypadków nie ogranicza się tylko do oddziałów szpitalnych.To może zdarzyć się na siedzeniu obok was już podczas kolejnego wakacyjnego lotu.

Główny bohater to wyluzowany młody człowiek, wydawałoby się lekkoduch, z dużym dystansem do świata i siebie. A jednak w sytuacjach zagrożenia życia wykazuje się odpowiedzialnością, ogromną wiedza medyczną, a także pomysłowością. Niekiedy w bardzo trudnych warunkach, np. w samolocie, na ograniczonej przestrzeni, musi skonstruować prowizoryczny sprzęt lub wymyślić sposób, aby komuś pomóc. Za to jestem pełna podziwu dla niego, a także za zachowanie zimnej krwi w każdej nietypowej sytuacji.

- Muszę zobaczyć twoją klatkę piersiową - uprzedzam, usiłując rozerwać jego koszulkę. (...)Dren wypadł. Rana między żebrami jest otwarta i dysząca. Jak maleńki wściekły ukwiał morski. Charczy i wciąga powietrze do przerwy miedzy płucami i klatką piersiową. Jest to miejsce, gdzie powietrze zdecydowanie nie powinno się znajdować, bo płuca się zapadną, serce się przesunie i w ciągu kilku minut może przestać bić. Zegar w moim mózgu tyka tak głośno, że aż boli.

W różnych sytuacjach przydatna jest nie tylko wiedza, ale  spokój i opanowanie. Nietrudno sobie wyobrazić, co czuje człowiek, który daleko od domu i najbliższych poważnie zachorował. Potrzebuje wsparcia, pocieszenia, uspokojenia.

Dr MacFarlane musi też umieć radzić sobie z niepokornymi pacjentami, którzy mają własne plany i niekoniecznie odpowiada im czyjaś kuratela na czas podróży.

- Pan jest nadal chory. Zabieramy pana do szpitala, gdzie nie będzie pan mógł pić ani palić przez jakiś czas. Dlaczego nie skorzystać z okazji... - Ale nie udaje mi się skończyć zdania.-Dlaczego nie skorzystać z okazji, żeby zamknąć gębę? Ani się waż, nie życzę sobie takich protekcjonalnych tonów. Jeśli nie zabierzesz mnie do sklepu, sprawię, że stracisz pozwolenie na wykonywanie zawodu. - Zatrzymałem wózek i stanąłem przed nim. Jak taka miła twarz starszego pana mogła zmienić się tak brzydko? - Pewnie nie jesteś nawet prawdziwym lekarzem - ogłasza w końcu. - Bo pracowałbyś w szpitalu, a nie na lotnisku.

Stres, niepewność, brak życia osobistego, narażanie się na niebezpieczeństwa - tak wygląda praca latającego doktora. Jak sam mówi w "Notce od autora" większość repatriacji przebiega spokojnie, ale od czasu do czasu trafi się taki przypadek, jak te opisane w książce i trzeba umieć sobie poradzić! A na koniec przesłanie od dr Bena:

Wiem, że nikt z czytelników tej książki nie będzie chciał mnie zobaczyć na swoich wakacjach. Jeśli jednak się spotkamy, to może oznaczać, że jesteście w tarapatach. mam nadzieję, że ta książka potwierdza jeden pewnik: wrócicie do domu.

Prawdziwym autorem książki jest Neil Simpson, były dziennikarz, przyjaciel głównego bohatera, który jak najbardziej jest postacią realną. To na podstawie jego wspomnień i opowiadań powstała książka.

Czyta się ją dobrze, czytelnik "wciąga się" i przeżywa opisane historie. Można się pośmiać, zastanowić i przerazić. Nie polecam tylko osobom o słabszych żołądkach, bo pewne sceny opisane są dość drastycznie. Niemniej - warto przeczytać!



ZOBACZ TAKŻE:

0 komentarze