Ksiażka stycznia: Baptiste Beaulieu - Pacjentka z sali nr 7

by - niedziela, stycznia 28, 2018




Książkę tę doskonale zrozumieją osoby związane ze służbą zdrowia. Dlaczego? Bo pewne sytuacje, słowa, sposób myślenia, które mogą co delikatniejszych wręcz oburzyć (spotkałam już takie opinie) - to sama prawda funkcjonowania Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.

Autorem jest lekarz. Prawdziwy. Młody, jeszcze stażysta, poprzez strój i brodę próbujący dodać sobie lat i powagi. Opisuje on w formie pamiętnika tydzień pracy na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym i nie tylko. Każdy z opisywanych pacjentów ma swój pseudonim - wynikający z jego cech charakteru, zachowań, choroby.  Także koledzy i koleżanki przedstawieni są w dowcipny i oryginalny sposób.

Historie opisane w książce też są prawdziwe. To spotkania lekarza z pacjentem, ale przede wszystkim człowieka z człowiekiem.  I czasami nie wiadomo, który pomaga któremu.

Być lekarzem to znaczy iść na spotkanie drugiego człowieka

Ile razy, pisząc ten post,  sięgam po książkę, aby znaleźć cytat lub przypomnieć coś sobie - zaczynam czytać od nowa. Szybko się ją czyta: 303 strony, ale duże litery (na szczęście dla oczu) i interlinie. Gdyby wszystko zmniejszyć - byłaby połowa. Język potoczny, lekki, sprawy medyczne wyjaśnione obrazowo i zrozumiale. Czasami czytam jakiś fragment dwa razy. Czasami zamykam książkę i odkładam ze złością, aby za chwilę znów do niej wrócić. Niech Baptiste Beaulieu sam się wypowie, bo robi to z lekkością i swobodą:

Mój punkt widzenia jest prosty: Mam dwa sposoby leczenia: jeżeli mogę przywrócić komuś zdrowie, uzdrawiam go. Jeżeli nie mogę przywrócić mu zdrowia, towarzyszę mu z największym, jak to możliwe, spokojem, w drodze do  śmierci. To także forma leczenia...

Czytając, zastanówmy się nad tym, że tymi ludźmi, oczekującymi pomocy, cierpiącymi na prawdziwe,  (czasami urojone) choroby - zawsze możemy być my. Każda kobieta może być panią Za Późno, a mężczyzna panem Hiobem. I dobrze, gdy trafimy na lekarza, dla którego nie będziemy tylko kolejnym"przypadkiem".

Nasz zawód to przede wszystkim kolejne wzbogacające nas spotkania. Spotykamy ludzi. Chore ciała, to prawda. Ale też osobowości.

Jakie jest przesłanie tej książki? Czy takie, że życie jest największą wartością? Że zdrowie jest czymś najważniejszym w życiu? A może, że szacunek dla drugiego człowieka nie zależy od poglądów politycznych,wyznawanej religii, koloru skóry, upodobań seksualnych? Że aby być skutecznym, trzeba być cierpliwym, wyrozumiałym i współczującym? Że lekarz to też człowiek?

Ale jeśli ktoś nie będzie chciał - nie musi doszukiwać się żadnych wzniosłych idei, po prostu może poczytać zabawne, tragiczne, proste i zawiłe historie i historyjki o ludziach. I może jednak coś z nich wyniesie...

Nie bądźcie świnią: kiedy pacjent na noszach szepcze: "Bardzo chce mi się sikać", nie trzeba prosić salowej: "Zajmiesz się tym?" Każdy wie, gdzie jest basen, a salowe i tak mają ręce pełne roboty (poza tym dała bozia nóżki? To trzeba z nich korzystać!).


A kim jest tytułowa pacjentka z sali nr 7? To umierająca na raka kobieta, czekająca na syna, który utknął gdzieś na lotnisku z powodu wybuchu wulkanu.  To dla niej główny bohater spisuje swoje opowieści. Bo tak naprawdę pozostały już tylko słowa. To takie zaklinanie tego, co nieuniknione: dopóki będzie opowiadał jej historie - będzie żyła. A musi żyć, żeby móc się jeszcze spotkać z synem. Czy się to uda? Nie ma mowy - nie zdradzę zakończenia!

Wszystkie sale świata są salami numer 7!

Podsumowując: jest to książka wesoła i smutna.  Pełna przewidywalnych sytuacji i niespodziewanych zakończeń. Wzrusza, szokuje, przeraża i rozśmiesza. W każdym razie wyzwala emocje. I chyba o to chodzi?



Baptiste Beaulieu prowadzi też bloga. Gdy ktoś zna język francuski - może poczytać w oryginale. Jeśli nie, zawsze można skorzystać z translatora. Ja korzystam. Nawet nie najgorsze to tłumaczenie, chociaż pewnie nie do końca poprawne. Blog to: Alors Voilà.  A tu FanPage.



ZOBACZ TAKŻE:

0 komentarze