Tradycja święcenia bukietów z ziół w święto Matki Boskiej Zielnej

Bukiecik z kłosów zbóż, ziół, kwiatów, owoców przynoszony do kościoła w celu poświęcenia dnia 15 sierpnia. Jaką historię ma ten zwyczaj? I dlaczego święto Wniebowzięcia Matki Boskiej znamy jako święto Matki Boskiej Zielnej? W sierpniu każdy kwiat woła – zanieś mnie do kościoła Święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny obchodzone jest od 1950 r. kiedy to papież Pius XII ogłosił dogmat  wiary katolickiej, który mówi że Matka Jezusa Chrystusa, Maryja wraz z ciałem została wzięta do nieba. Jednak kult wniebowzięcia Maryi datuje się już na V wiek n.e. Święto to nazywane jest także świętem Matki Boskiej Zielnej. Najprawdopodobniej wzięło się to z legendy głoszącej, że po otwarciu grobu Maryi nie było w nim jej ciała, a jedynie kwiaty. Już od X wieku istnieje zwyczaj  święcenia ziół, owoców, zbóż i innych roślin, których o tej porze roku jest największa obfitość. Ludzie czuli sytość, wiedzieli, że dzięki plonom przetrwają kolejny rok, chcieli wyrazić swoją wdzięczność i radość. Do dzisiaj

Czytamy: Laura Akkot - Moje życie z OCD

moje życie z OCD

Pamiętacie, jak pisałam o myciu rąk? Zarówno higienicznym, jak i na co dzień? Pewnie każdy z nas myje ręce w różnych okolicznościach, czasem lepiej, czasem gorzej, ale jest to naturalna czynność, o której nawet nie myślimy - robimy automatycznie. Zajmuje nam to chwilkę.
A teraz wyobraźmy sobie, że można myć ręce kilkanaście godzin dziennie. Tak - kilkanaście godzin...


Najpierw zmywam zewnętrzną, brudną część mydła, potem - jeśli nie jestem u siebie w domu - myję kurek. Potem wewnętrzną część dłoni i miejsca łączenia się palców z resztą dłoni, potem palce od strony wewnętrznej, miejsce obok miejsca, szoruję kilkakrotnie każdy centymetr kwadratowy. Tu jest najgorzej, bo najłatwiej się ubrudzić. Potem palce od strony zewnętrznej, potem zewnętrzną część dłoni, potem każdy palec z boku, z obu stron, potem każdy palec po kolei obejmuję drugą ręką i myję, potem już tylko nadgarstki. (...) A jeśli przypadkiem dotknę kranu lub umywalki, muszę zaczynać wszystko od początku. (...) I czasem tak stoję nad tą umywalką i płaczę z braku sił.

Pewnie już domyślacie się, że nie pisała tego osoba zdrowa.  Autorka książki to młoda, 26-letnia kobieta, cierpiąca na zaburzenia obsesyjno - kompulsywne (znane też jako nerwica natręctw).
Opisuje swoje przeżycia, walkę z chorobą, chwile lepsze i gorsze.

Laura boi się jednej rzeczy: brudu. Boi się dotknąć czegokolwiek i kogokolwiek. Bo wie, że od razu będzie musiała umyć ręce wg rytuału, który w skróconej wersji trwał "tylko" trzy godziny.  Gdy wyjechała na wakacje z mężem i znajomymi (podróż trwała kilkanaście godzin), a na miejscu okazało się, że w zbyt małej umywalce nie będzie mogła umyć odpowiednio rąk - natychmiast wraca do domu.

Choruje nie tylko ona, ale całe jej otoczenie. Ogromny szacunek należy się mężowi autorki - za anielską cierpliwość, za wyrozumiałość, za gotowość niesienia pomocy w każdej chwili i wsparcie dla żony. Bo tak jak wszystko wokół - on też musi się podporządkować i działać wg schematów.

Choroba ją wyniszcza także fizycznie, bo albo nie ma czasu na spanie, jedzenie czy skorzystanie z toalety - albo śpi prawie cały dzień , bo tak wpływają leki, bez których już nie może się obejść.

Ale i tak nie poddaje się. I tak ma nadzieję, że da radę. Ma odwagę do walki: nie z chorobą, bo z nią nie wygra, ale o samą siebie, o godne życie, o spokój swój i najbliższych.

U mnie w głowie CHAOS, a wokół próbuję utrzymać nienormalny PORZĄDEK, a powinno być odwrotnie - w głowie PORZĄDEK, a wokół nieprzeszkadzający mi żyć, nieogarnięty przeze mnie CHAOS.

Sama książka jest niepozorna. Okładka nie zachwyca, stron tylko 56. Jednak mieści w sobie taki ładunek emocji, tak potrafi wstrząsnąć czytelnikiem, że nie zapomni się jej długo. Gdyby nie świadomość, że czytamy prawdziwą historię, można by pomyśleć, że to horror.  To książka trudna, ale czyta się ją jednym tchem.

Nie zrozumiemy po jej przeczytaniu tej choroby. Z pewnością jednak pozwoli na inne spojrzenie na "dziwne" zachowania różnych ludzi, z którymi się spotykamy. Może te zachowania wcale nie są dziwne, może ktoś też boryka się z podobnymi, jak autorka, zaburzeniami? Bądźmy wyrozumiali i nie oceniajmy, bo ta choroba - to piekło na ziemi.

Na blogu "Subiektywnie o książkach" przeczytamy wywiad z autorką Laurą Akkot .