Zdrowie z pól, łąk i lasów - brzoza

Dzisiaj święto Bożego Ciała. Przez miasta przeszły procesje, zatrzymując się przy każdym z czterech ołtarzy przystrojonych drzewkami brzozy. Wierni odłamywali gałązki: jedni malutkie, inni - całe wielkie gałęzie. Zawsze jest przy tym trochę zamieszania. Bo ludzie jak to ludzie - nie patrzą: trzeba zdobyć, zapolować i zanieść do domu. Po co ta brzoza? Brzozy w naszej kulturze mają od dawna symboliczne znaczenie. Wierzono, że brzozowe gałązki mają moc uzdrawiania, co w pewnym sensie jest prawdą, bo brzoza działa leczniczo. Miały też ochraniać domostwa przed burzą, gradem, złymi duchami, zapewniać urodzaj. Takie gałązki wkładano za wiszące na ścianach obrazy o treści religijnej ale też przystrajano stajnie i obory. Potem palono razem z palmami z Niedzieli Palmowej. Gałązki wtykano w ziemię na polach, aby dobrze obrodziła. W czerwcu aktywne były czarownice i to właśnie przed ich czarami brzoza miała chronić. Ale też te czarownice latały na brzozowych miotłach! Kiedyś istniała tradycja pośw

Czytamy: Laura Akkot - Moje życie z OCD

moje życie z OCD

Pamiętacie, jak pisałam o myciu rąk? Zarówno higienicznym, jak i na co dzień? Pewnie każdy z nas myje ręce w różnych okolicznościach, czasem lepiej, czasem gorzej, ale jest to naturalna czynność, o której nawet nie myślimy - robimy automatycznie. Zajmuje nam to chwilkę.
A teraz wyobraźmy sobie, że można myć ręce kilkanaście godzin dziennie. Tak - kilkanaście godzin...


Najpierw zmywam zewnętrzną, brudną część mydła, potem - jeśli nie jestem u siebie w domu - myję kurek. Potem wewnętrzną część dłoni i miejsca łączenia się palców z resztą dłoni, potem palce od strony wewnętrznej, miejsce obok miejsca, szoruję kilkakrotnie każdy centymetr kwadratowy. Tu jest najgorzej, bo najłatwiej się ubrudzić. Potem palce od strony zewnętrznej, potem zewnętrzną część dłoni, potem każdy palec z boku, z obu stron, potem każdy palec po kolei obejmuję drugą ręką i myję, potem już tylko nadgarstki. (...) A jeśli przypadkiem dotknę kranu lub umywalki, muszę zaczynać wszystko od początku. (...) I czasem tak stoję nad tą umywalką i płaczę z braku sił.

Pewnie już domyślacie się, że nie pisała tego osoba zdrowa.  Autorka książki to młoda, 26-letnia kobieta, cierpiąca na zaburzenia obsesyjno - kompulsywne (znane też jako nerwica natręctw).
Opisuje swoje przeżycia, walkę z chorobą, chwile lepsze i gorsze.

Laura boi się jednej rzeczy: brudu. Boi się dotknąć czegokolwiek i kogokolwiek. Bo wie, że od razu będzie musiała umyć ręce wg rytuału, który w skróconej wersji trwał "tylko" trzy godziny.  Gdy wyjechała na wakacje z mężem i znajomymi (podróż trwała kilkanaście godzin), a na miejscu okazało się, że w zbyt małej umywalce nie będzie mogła umyć odpowiednio rąk - natychmiast wraca do domu.

Choruje nie tylko ona, ale całe jej otoczenie. Ogromny szacunek należy się mężowi autorki - za anielską cierpliwość, za wyrozumiałość, za gotowość niesienia pomocy w każdej chwili i wsparcie dla żony. Bo tak jak wszystko wokół - on też musi się podporządkować i działać wg schematów.

Choroba ją wyniszcza także fizycznie, bo albo nie ma czasu na spanie, jedzenie czy skorzystanie z toalety - albo śpi prawie cały dzień , bo tak wpływają leki, bez których już nie może się obejść.

Ale i tak nie poddaje się. I tak ma nadzieję, że da radę. Ma odwagę do walki: nie z chorobą, bo z nią nie wygra, ale o samą siebie, o godne życie, o spokój swój i najbliższych.

U mnie w głowie CHAOS, a wokół próbuję utrzymać nienormalny PORZĄDEK, a powinno być odwrotnie - w głowie PORZĄDEK, a wokół nieprzeszkadzający mi żyć, nieogarnięty przeze mnie CHAOS.

Sama książka jest niepozorna. Okładka nie zachwyca, stron tylko 56. Jednak mieści w sobie taki ładunek emocji, tak potrafi wstrząsnąć czytelnikiem, że nie zapomni się jej długo. Gdyby nie świadomość, że czytamy prawdziwą historię, można by pomyśleć, że to horror.  To książka trudna, ale czyta się ją jednym tchem.

Nie zrozumiemy po jej przeczytaniu tej choroby. Z pewnością jednak pozwoli na inne spojrzenie na "dziwne" zachowania różnych ludzi, z którymi się spotykamy. Może te zachowania wcale nie są dziwne, może ktoś też boryka się z podobnymi, jak autorka, zaburzeniami? Bądźmy wyrozumiali i nie oceniajmy, bo ta choroba - to piekło na ziemi.

Na blogu "Subiektywnie o książkach" przeczytamy wywiad z autorką Laurą Akkot .