Zdrowie z pól, łąk i lasów - brzoza

Dzisiaj święto Bożego Ciała. Przez miasta przeszły procesje, zatrzymując się przy każdym z czterech ołtarzy przystrojonych drzewkami brzozy. Wierni odłamywali gałązki: jedni malutkie, inni - całe wielkie gałęzie. Zawsze jest przy tym trochę zamieszania. Bo ludzie jak to ludzie - nie patrzą: trzeba zdobyć, zapolować i zanieść do domu. Po co ta brzoza? Brzozy w naszej kulturze mają od dawna symboliczne znaczenie. Wierzono, że brzozowe gałązki mają moc uzdrawiania, co w pewnym sensie jest prawdą, bo brzoza działa leczniczo. Miały też ochraniać domostwa przed burzą, gradem, złymi duchami, zapewniać urodzaj. Takie gałązki wkładano za wiszące na ścianach obrazy o treści religijnej ale też przystrajano stajnie i obory. Potem palono razem z palmami z Niedzieli Palmowej. Gałązki wtykano w ziemię na polach, aby dobrze obrodziła. W czerwcu aktywne były czarownice i to właśnie przed ich czarami brzoza miała chronić. Ale też te czarownice latały na brzozowych miotłach! Kiedyś istniała tradycja pośw

Najprostsza praca na świecie



Przychodzi człowiek do nowej pracy.

Przed nim rząd maszyn. Praca nie jest trudna - wystarczy włączyć, wyłączyć, naoliwić, nacisnąć kilka guzików. Ojej! Odpadło coś? A co to jest? A jak to przymocować? O! palec urwało! I co teraz?

Co można zrobić z mąki.... Dodam tego i tamtego - i są pączki! Proszę? To miał być chleb? No ale tak wyszło, co za różnica!

Wsiada do samochodu. Gdzie nacisnąć? Tutaj? Co to jest sprzęgło? Mi nie sprzęgło! Mi rozprzęgło! Bum!

Praca w biurze? Nic łatwiejszego! O, jaki stos papierów: tu podpiszę, tego nie umiem przeczytać, tego nie rozumiem - do niszczarki. To były ważne dokumenty? Ważna to jest wypłata, a nie jakieś papierki.

Wiadomo, że do pracy nie idzie się nie mając podstawowej wiedzy na jej temat. Nawet, jeśli się nie umie, a wie - to przy pomocy, obserwując, pytając - człowiek nabędzie doświadczenia. Ale jest jedna taka praca, w której nie trzeba nic umieć. A raczej - umieją wszyscy. Najprostsza praca na świecie.

Leżą ludzie. W końcu praca dla mnie. Pampersa zmienić - to nie problem. Ale oni nie chcą leżeć bez ruchu, wiercą się! Plują przy karmieniu! Chyba nie jest głodny, więc już zabiorę talerz. Jak podać basen? Pewnie pod głowę... Odparzył się? Smarować? Czym smarować? Wrzeszczy! Aha, bo to nie tym smarować, to piecze... A ja tam się akurat znam...  Tak, podałam czopek pacjentowi - już zjadł... Znów przebieranie? Przecież rano był przebierany. Jak to zmienić prześcieradło, jak na nim ktoś leży? Ale mam łatwą pracę - jeśli nie ja, to zawsze ktoś inny zrobi...

Ktoś z opiekunów spotkał się z taką sytuacją - gdy do pracy przyjmowane są osoby nie mające zielonego pojęcia, na czym ta praca polega? Napiszcie o tym w komentarzach, bo nikt mi nie uwierzy, że to wszystko z życia wzięte. Może też zmieni się postrzeganie tego zawodu.

Komentarze